Beskid Żywiecki-wycieczka
Dodane przez Olga_Jola dnia Czerwiec 12 2008 12:30:42

„Beskidzka przygoda”


Od dawna planowaliśmy klasową wycieczkę. W końcu się udało! Postanowiliśmy pojechać w góry w Beskid Żywiecki na 3 dni (7-8-9 V 2008). Wyjazd zapowiadał się bardzo interesująco.




>Zapraszamy do obejrzenia zdjęć.



Rozszerzona zawartość newsa

DZIEŃ PIERWSZY




Godzina 5:30- zbiórka na stacji PKP w Radomsku. Wszyscy byli zaspani, ale na szczęście nikt się nie spóźnił i przed 6:00 byliśmy już w pociągu. W czasie podróży w ogóle się nie widzieliśmy. Dodatkową atrakcją było to, że kilkakrotnie musieliśmy się przesiadać, ponieważ pociąg nie jechał prosto do Żywca. Wszystkich przerażała sama myśl o trzyipółgodzinnej wędrówce z bagażem na plecach. Przyszła ta chwila… Wysiedliśmy z autobusu w Węgierskiej Górce i tu miała rozpocząć się nasza wędrówka. Droga była bardzo ciężka. Prażące słońce, dość ciężkie plecaki i kilkanaście kilometrów do przebycia. Jedyna myśl, która chodziła mi po głowie to , czy jeszcze dużo drogi przed nami. Pomyślałam, że jednak trzeba było posłuchać Wychowawczyni i zabrać same najpotrzebniejsze rzeczy. W końcu wyczerpani dotarliśmy do hali „Słowianka”.

Wieczorem przewidziane było ognisko. Spędziliśmy miło czas, piekąc kiełbaski i rozmawiając na różne tematy.

Tego dnia wszyscy zasnęli jak niemowlaki…


DZIEŃ DRUGI




Zaraz po skończonym śniadaniu wybraliśmy się na wycieczkę w góry. Droga na Rysiankę nie była już taka męcząca jak wędrówka poprzedniego dnia. Choć zaskakującym dla wszystkich był śnieg- w maju! Bez problemu doszliśmy na szczyt, gdzie w schronisku odpoczęliśmy i każdy mógł sobie coś zjeść. Kolejnym punktem wycieczki tego dnia była Lipowska. Myśleliśmy, ze to będzie naprawdę udana wycieczka, ale jak to w górach bywa, pogoda zmienia się w przeciągu chwili. Zaczęło padać! Na szczęście mieliśmy ze sobą płaszcze przeciwdeszczowe. Pomimo, że wyglądaliśmy w nich bardzo śmiesznie, to naprawdę się przydały. Przemoczeni i wyczerpani wróciliśmy do schroniska, gdzie żurek z kiełbasą w wydaniu Pana Jacka Kaszyńskiego od razu postawił wszystkich na nogi! Ten wieczór również był spokojny, ponieważ kolejnego dnia czekała nas wędrówka z powrotem.


DZIEŃ TRZECI




Od rana było wielkie pakowanie. Dla niektórych był to smutny dzień. Po tak wspaniale spędzonych wspólnie chwilach trzeba było wracać już do domu. Droga była dość krótka, gdyż szliśmy tylko godzinę. Wróciliśmy wcześniej niż było to planowane.

Parę dni po wycieczce dostaliśmy od Pana Kaszyńskiego wspaniałe zdjęcia, które z pewnością utrwalą nam te dni spędzone w pięknych górskich plenerach.

Klaudia Wojewoda